czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział 31

- Kochanie, spakowałeś wszystko? – zapytałam nie wiem już który raz tego dnia.
- Tak. – rzucił, kiedy koło niego przechodziłam – Meli, Meli, Meli, chodź tu do mnie. – złapał mnie za rękę i pociągnął na swoje kolana – Uspokój się, słyszysz? – odgarnął włosy z mojego czoła – Wszystko będzie dobrze. Wszystkie nasze ciuchy spakowaliśmy, prezenty dla Carli też, więc spokojnie. Mamy wszystko, co potrzebne, hm? – pocałował mnie delikatnie – Hotel też jest wynajęty. Bilety leżą na stoliku przy wyjściu. Wszystko pod kontrolą i dopięte na ostatni guzik. Nie musisz się niczym martwić. Jestem przy tobie i zawsze będę – najpierw złączył nasze usta, a kilkanaście minut później nasze ciała. Z tym facetem było mi jak w niebie – o ile nie lepiej!

***


            Punkt dziesiąta rano znajdowaliśmy się na lotnisku w stolicy Hiszpanii. Katalończyk zamówił nam taksówkę, za pomocą której dostaliśmy się do Catalonia Atocha, gdzie mieliśmy się zatrzymać. Hotel robił ogromne wrażenie. Elegancki, gustownie urządzony, ale bez zbędnego przepychu. Właściciele stawiali widocznie na nowoczesność i funkcjonalność. Było nawet jacuzzi!

- Cristian, musiałeś wydać fortunę na nocleg tutaj. – zaczęłam marudzić – Nie chcę, żebyś wydawał na mnie swoje ciężko zarobione pieniądze.
- Melitta, - usiadł koło mnie na łóżku i zaczął mnie delikatnie gładzić po udzie – po pierwsze: przyjechaliśmy tu tylko na dwa dni, po drugie: wcale nie wydałem majątku, a po trzecie: po prostu pomyślałem, że ci się tu spodoba – uśmiechnął się delikatnie.
- Podoba mi się tu, ale ja nie jestem przyzwyczajona, ani nie mam najmniejszego zamiaru przyzwyczajać się do takich luksusów. A na dodatek jeśli ktoś za mnie płaci. Nie chcę, żebyś wydawał na mnie kasę, bo to jest zupełnie niepotrzebne, ok? Przecież daję sobie świetnie radę.
- Pewnie, że tak, ale jesteś moją kobietą i mam zamiar cię rozpieszczać. – skubnął, a następnie pocałował moją szyję – No, ale jeśli tak bardzo chcesz być samodzielna i samowystarczalna, to możesz mi odpłacić w naturze – wyszczerzył się.
Jeden zwinny ruch i już leżałam pod nim. Jeździł dłońmi po moich plecach, płaskim brzuchu, aż w końcu dotarł do piersi. Ugniatał je delikatnie, lecz najwyraźniej przeszkadzał mu w tym materiał, bo szybko pozbył się mojego stanika. Zataczał kółka, drażnił moje zmysły. Pocierał, skubał i ssał sutki, które pod wpływem jego pieszczot momentalnie stwardniały. Piłkarz zniżył się ze swoimi pieszczotami na moją talię i kierował się w stronę podbrzusza, a ja wygięłam się w łuk. Brunet uśmiechnął się sam do siebie, rozpiął, po czym zdjął moje jeansy. Podciągnęłam jego twarz do swojej i namiętnie wpiłam się w jego usta. Nie było w tym geście nic miłego. To było pożądanie. Oboje to czuliśmy. Przejechałam palcami po jego umięśnionej klacie i złapałam za brzeg koszulki, którą następnie zrzuciłam na podłogę. To samo zrobiłam ze spodniami, które w owym momencie bardzo utrudniały mi życie. Chciałam zająć się też bokserkami, ale Cristian przygwoździł mnie do łóżka. Całował moje usta, policzki, linię szczęki, szyję, obojczyki, piersi, zjeżdżał na brzuch, zostawiając przy tym mokre ślady na moim rozpalonym ciele. Poddawałam mu się. Zadrżałam, kiedy chwycił rąbek moich majtek i pociągnął je w dół. Byłam kompletnie naga. Dwudziestoczterolatek rozsunął moje nogi stanowczym ruchem i z cwaniackim uśmieszkiem zagapił się na mój skarb. Spojrzał mi głęboko w oczy i delikatnie przywarł swoimi wargami do moich. Zachęcająco rozchyliłam usta i już po chwili nasze języki oddały się dzikiemu tańcu. Całowalibyśmy się tak bez końca, ale mój towarzysz zjechał dłonią po moim pośladku i udzie. Znalazł dla swoich palców lepsze miejsce. Najpierw włożył jeden, a potem drugi i począł bawić się z moją kobiecością. Musiałam oderwać usta od jego, by jęknąć z rozkoszy. Skubał, drażnił łechtaczkę, a ja wiłam się pod nim jak opętana. Oparł dłonie o moje biodra. Myślałam, że to już koniec tych bardzo przyjemnych tortur. Chciałam go poczuć w sobie. Tu i teraz.
- Cris. – wysapałam – Potrzebuję cię tam. Już! – skinęłam głową w stronę mojej pochwy.
- Wedle rozkazu – zaśmiał się i zanurkował we mnie.
- Ale nie ta….aaaaaak! – krzyknęłam, gdy wkroczył do akcji językiem. Przepełniła mnie fala słodyczy, świat zawirował i opadłam na poduszki. Oddychałam głęboko, ale piłkarz nie przestawał i nadal sprawiał mi rozkosz.
- Jesteś taka słodka. – powiedział uniósłszy głowę do góry – Cholera, nie wytrzymam – mruknął i pozbył się szybko bokserek. Poczułam jak wchodzi we mnie. Był taki wielki. Początkowo poruszał się powoli, jakby nie chciał zrobić mi krzywdy, ale po pewnym czasie zaczął przyspieszać. Zacisnęłam mocniej wokół niego nogi i złapałam mocno za bicepsy.
- Tello! – darłam się na chwilę przed osiągnięciem szczytu.
- Melisa! – doszedł, złączył nasze usta w delikatnym pocałunku i opadł na łóżko obok mnie. Oparłam głowę o jego klatkę piersiową, a nogę zarzuciłam na jego. Objął mnie mocno i się uśmiechnął – Jesteś idealna.
- Tello – klepnęłam go delikatnie po sześciopaku.
- Uwielbiam sposób w jaki wymawiasz moje nazwisko. – podciągnął mnie i pocałował mocno, a kiedy już wróciliśmy do poprzedniej pozycji, zapytał – Zastanawiałem się, dlaczego ty tak zawsze mocno reagujesz, jak cię pieszczę? No wiesz, jak… - nie musiał kończyć.
- Bo jest mi cholernie dobrze – uśmiechnęłam się zawadiacko.
- No tak, ale jak się pierwszy raz kochaliśmy, to zachowywałaś się tak, jakbyś nigdy wcześniej czegoś takiego nie czuła. – gładziłam dłonią jego mięśnie – Przecież nie byłaś dziewicą, jak się poznaliśmy – nie pojmował.
- Kiedy się poznaliśmy, to byłam dziewicą. – sprostowałam – Ale kiedy zaczęliśmy być parą to już nie.
- No więc właśnie. To ten twój cały Błażej nie robił ci dobrze? – zachichotał, ale kiedy usłyszał moją cichą odpowiedź:
- Nie – natychmiast spoważniał i przekręcił mnie na plecy, dokładnie mi się przyjrzał.
- Ale… Jak? – patrzył mi prosto w oczy. Ja leżałam przed nim naga, a on patrzył mi w oczy. To jest podobno prawdziwa miłość.
- Normalnie. – wyszeptałam – Był bardzo religijny. Coś takiego nie wchodziło w grę.
- Czyli… - nie wiedział, jak spytać – Byłem twoim pierwszym? – oczy mu zalśniły – W tych sprawach akurat?
- Tak, byłeś pierwszy. I nie tylko w tym – pocałowałam go. Nasze języki odnalazły swój własny rytm, ale musieliśmy kiedyś nabrać powietrza.
- Skoro nie tylko w tym to w czym jeszcze? – dopytywał.
- Od naszego pierwszego spotkania wiedziałam, że jesteś ciekawski. – zaśmiałam się – Byłeś pierwszym facetem, który zabrał mnie do kawiarni, potem do knajpki. Pierwszym, dla którego okłamałam przyjaciół. Pierwszym, na którego widok moje serce od razu przyspieszyło. Pierwszym, z którym spacerowałam brzegiem morza podczas zachodu słońca. Pierwszym, który coś dla mnie ugotował. Pierwszym, który dbał, żeby mi niczego nie zabrakło, nawet jeśli dzieliło nas dwa tysiące kilometrów. Pierwszym, który trzymał mnie za rękę, kiedy robiłam sobie tatuaż. Pierwszym, któremu mogłam bezgranicznie zaufać. Pierwszym, którego pokochałam do szaleństwa. Pierwszym, dla którego byłam w stanie wyprowadzić się z Polski i tak właśnie zrobiłam. Pierwszym, o którego się strasznie bałam, kiedy został sfaulowany na boisku. Pierwszym, do którego cholernie tęskniłam. Pierwszym, przez którego żałowałam, że nie mogę się teleportować jak wampiry z powieści Kerrelyn Sparks, żeby tylko się wtulić w twoje silne ramiona. Pierwszym, przy którym czuję się całkowicie bezpiecznie. Pierwszym, przy którym czuję się spełniona. Pierwszym, przy którym czułam i czuję te zabawne motylki w brzuchu. Pierwszym, przy którym byłabym zdolna do stabilizacji. Pierwszym, którego córkę poznam. Pierwszym, dla którego jestem gotowa nagiąć i naginam moje własne zasady. Pierwszym, którego pożądam do tego stopnia, że najchętniej w ogóle nie wychodziłabym, ani nie wypuszczałabym cię z łóżka. Jesteś tak naprawdę pierwszy i ostatni w moim sercu.
- Wow. Dużo tych pierwszych – wciągnął powietrze.
- A to źle?
- No wiesz, możesz chcieć spróbować czegoś innego, żeby mieć jakieś porównanie czy coś… - rzucił nieśmiało.
- Cris. Popatrz na mnie. – chwyciłam go za brodę – Wiem, że to nie będzie oryginalne, ale te słowa w pełni oddają to, co chcę ci w tej chwili powiedzieć, ok? – pokiwał głową, więc zaczęłam wypowiadać tak świetnie znane mi wersy:
Jesteś cierpliwy, jak jeszcze nikt dotąd dla mnie nie był,
Twoje oczy zabierają mnie w miejsca,
O których nigdy bym nie marzyła,
Twój głos jest jedyną muzyką, bez której nie potrafię wytrzymać.
Teraz nie może być już wątpliwości,
Jesteśmy zbyt daleko na przodzie, by patrzeć w tył.
Na dobre i na złe.
Musisz uwierzyć mi na słowo,
Czuję się jak zdarta płyta
I mówiłam ci już 700 razy,
Nie muszę dalej szukać,
Moje poszukiwania się zakończyły.
Czy możesz zaufać mojemu słowu?
Brzmię jak zdarta płyta
I powiedziałam ci już 700 razy,
Nie muszę dalej szukać,
To ty jesteś tym jedynym.
Twoje dłonie, które nie mają litości,
Także są moimi najlepszymi przyjaciółmi.
I mogłabym się zgubić, wspinając się po twoich nogach, które nie mają końca.
Znalazłam idealną odległość między moim ciałem a twoim
I to jest brak jakiejkolwiek odległości, Kochanie, jeśli to ci odpowiada.
Mówili, że nam się nie uda,
Ale spójrz, jak pokonujemy wszystkie sprzeczności.
Potrzebuję, żebyś był świadomy, że
Jesteś tym jedynym.
Chcę, żebyś zrobił krok w stronę wiary.
Wiem, że łatwo popełniać te same błędy,
Ale nie tym razem, nie, nie tym razem.
            Zbliżyłam się do niego delikatnie i pocałowałam. Ponownie położyłam się na plecach. Czułam na sobie jego palący i zarazem zaciekawiony wzrok. Popatrzyłam mu w oczy, aż nagle się odezwał, nadal we mnie wpatrzony:
Kilkanaście lodowatych lat prowadziło mnie do ciebie.
Musiałem słuchać kłamców, żeby rozpoznać prawdę.
Mam nadzieję, że zapamiętasz naszą pierwszą Gwiazdkę
I będziesz kiedyś mówić, że wydawała się wręcz nieprawdziwa.
Tylko obiecaj mi, że zawsze ze mną będziesz,
Bo ja ci to właśnie obiecuję.
            Wpił się zachłannie w moje usta. Przestawał mnie całować jedynie, żeby zaczerpnąć powietrza. Zapach jego perfum pieścił moje zmysły. On sam je pieścił.
- Tello! – krzyknęłam.
- Tak, najdroższa? – nie przerywał pieszczot.
- Jest pięć po dwunastej, a na pierwszą jesteśmy umówieni z Loreną i Carlotą! – wystarczyło wspomnieć o małej, żeby chłopak wystrzelił jak z procy i zaczął się ubierać. Zaśmiałam się cichutko, ale również się podniosłam i włożyłam na siebie ciuchy.
- Policzymy się wieczorem – pocałował mnie namiętnie i klepnął w tyłek, kiedy opuszczaliśmy pokój hotelowy.









CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

***

No i mamy trzydziesty pierwszy. :)
Taki sobie, ale mam nadzieję, że komuś się spodoba ;)
Siedzę w domu chora,
na zwolnieniu lekarskim
i usiłuję coś napisać, 
ale tak jakby średnio mi to wychodzi...
Jak na razie wszystkie moje myśli
krążą wokół wakacyjnego wjazdu
i tego, co muszę kupić.
Na domiar złego kolega wymyślił kolejny wyjazd.
Ja nie wiem już jak to ogarnąć, hehe.
I to niby ja jestem zwariowana... :p
Ok, idę wymyślać jakąś historię,
a Was proszę o komentarze.
Buziaki ;*

niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 30

- Puyi! – krzyknęłam i wpadłam w silne ramiona legendarnego obrońcy.
- Co jest, księżniczko? – okręcił mnie w powietrzu i uśmiechnięty odstawił na ziemię.
- A nie mam dzisiaj zajęć, więc przyszłam na trening chłopaków. Idziesz ze mną?
- No jasne. Pośmiejemy się z nich – objął mnie ramieniem i już po chwili siedzieliśmy na trybunach, oglądając poczynania pierwszej drużyny.
- Co słychać? Jak się czujesz z tym kolanem?
- A, już lepiej. Operacja nie będzie potrzebna. Ty mi lepiej powiedz, jak ci się układa z Tello – popatrzył na mnie wyczekująco. Przez te kilka miesięcy mojego pobytu w Barcelonie, zakumplowałam się z chłopakami i ze sztabem, a Carles stał się dla mnie jak brat. Wiedziałam, że mogłam mu powiedzieć o wszystkim, a jeśli tylko ktoś by mnie skrzywdził, prawdopodobnie skończył by w gazetach jako ofiara słynnego byłego obrońcy - Carlesa Puyola.
- Carles, co ja mam ci powiedzieć, co? – śmiałam się – Że jest nam cudownie? Że nie wyobrażam sobie bez niego życia? Że traktuje mnie jak księżniczkę, troszczy się o mnie? Że na każdym kroku pokazuje, jak bardzo mnie kocha, jak mu zależy? Że jest wręcz idealny? Że czuję się przy nim bezpiecznie?
- A jest tak?
- Tak, właśnie tak jest – oparłam się o jego ramię.
- Wiesz, Cristian był swego rodzaju casanovą, ale od kiedy cię poznał… A wiem, bo jeszcze wtedy grałem z nimi… - westchnął – Sama zresztą wiesz, że nawet dziecko nie spowodowało, że się uspokoił, ustabilizował. Lorenie nie udało się go zatrzymać, ale wszyscy widzieliśmy, jak ona go wykorzystywała i może to dlatego w końcu się z nią rozstał. Ale wtedy w czerwcu zaczął chodzić cały w skowronkach, nie tułał się już tak po barach, nie imprezował na potęgę, nie wyrywał wszystkich lasek. Mało tego – on w ogóle nikogo już nie podrywał! Pomyślałem, że jakaś dziewczyna musiała mu zawrócić w głowie. Sądziłem, że po twoim wyjeździe wszystko wróci do normy, ale się myliłem. On oszalał na twoim punkcie. Szczeniak wpadł po uszy – uśmiechnęliśmy się oboje, kiedy zorientowaliśmy się, że trening dobiegł końca.
- Idziemy do nich? – zapytałam z nadzieją.
- Pewnie, muszę cię oddać w ręce twojego rycerza. – walnęłam go w ramię – No dobra, twojego piłkarza.
- O proszę, kogo moje oczy widzą? – wyszedł ku nam Mascherano – Starego dziada coś przyciągnęło z powrotem na boisko – zaśmiali się i przybili piątkę.
- Javier, widziałeś gdzieś może… - urwałam, bo poczułam mocny uścisk w talii.
- Kogo? – zapytał brunet – Czyżbyś szukała mnie? – wyszczerzył się.
- Już nieważne. – obróciłam się do niego i namiętnie pocałowałam, na co piłkarze zareagowali gwizdami.
- No to kiedy ślub, zakochańce? – objął nas Messi.
- Jak wybierzemy ładne obrączki – rzucił mój facet i klepnął mnie w tyłek, za co dostał kuksańca.
- Czy ja o czymś nie wiem? – dopytywał Bartra – Cris, czemu nie mówiłeś, że musimy ci zorganizować wieczór kawalerski? A poza tym jako twój świadek…
- Ej, stop, panowie! – krzyknęłam.
- Przymknijcie się już, bo mi jeszcze ją wystraszycie i co wtedy? Nie będziecie się bawić na naszym weselu – śmiał się Katalończyk.
- I ja się do nich nie wprowadzę – dodał Marc.
- I nie będziemy bawić ich ślicznych dzieci… - marudził Alves.
- Tello? – popatrzyłam na niego wyczekująco.
- Meli, no co ja mam ci powiedzieć? Tym pacanom się czasem tak nudzi, że zaplanowali nam już całą przyszłość – pocałował mnie łapczywie i znowu odezwały się gwizdy.
- Zaprojektowaliśmy ci nawet suknię ślubną – wtrącił się Geri, podając mi skrawek papieru.
- Geri, słońce, jakbyś pokazał to Shak, to mogę się założyć o twoje nowe auto, że nigdy w życiu by za ciebie nie wyszła – powiedziałam, a wszyscy piłkarze zanieśli się śmiechem.
- Dobra, to my idziemy się przebrać, Kochanie. Poczekasz na mnie parę minut?
- Parę minut? – prychnęłam – Ty nigdy nie wyszedłeś jeszcze z szatni przed upłynięciem pół godziny – zachichotałam, a Katalończyk wytknął w moją stronę język i razem z Marciem udał się w stronę wyjścia z murawy. Kroczyłam powoli, kiedy poczułam, że ktoś złapał mnie za łokieć. Obróciłam się w jego stronę. Moim oczom ukazał się przystojny Brazylijczyk z irokezem na głowie.
- Co jest, Ney? – uśmiechnęłam się przyjaźnie do chłopaka.
- Wiesz, Melisa… Bo ja… - podrapał się po głowie.
- No co ty?
- Nie obraź się, ale muszę cię o to zapytać. – powiedział poważnie – Wiesz, że ci debile są dla mnie jak rodzina i w tym również Cristian.
- No tak, wiem – przytaknęłam.
- Posłuchaj… Czy ty myślisz o nim tak na poważnie? – zaczerwienił się – No wiesz.
- Neymar… - westchnęłam – Powinieneś za to pytanie oberwać, - zachichotałam – ale masz to szczęście, że cię lubię, więc cię oszczędzę. Ale wracając do sedna sprawy… Tak, myślę o nim na poważnie. To jest właśnie ten facet, z którym chcę się zestarzeć – posłałam mu lekki uśmiech, a ten mnie mocno przytulił.
- Nie masz nawet pojęcia, jak się cieszę. Jesteście cudowną parą, a Tello świata poza tobą nie widzi. – spojrzał mi prosto w oczy – Opiekuj się nim, Mel – rzucił i odszedł w stronę pomieszczenia, w którym zapewne wariowali teraz jego „kumple z pracy”.

***

            Wiedziałam, że chłopcy żartowali, ale na słowo „ślub” coś się we mnie poruszyło. Może i nasz związek nie był długi, bo stuknęły nam dopiero dwa miesiące, ale prawda była taka, że zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia. Wtedy w kawiarence na Camp Nou. Zaprzyjaźniliśmy się, byliśmy ze sobą blisko, nie mieliśmy żadnych tajemnic. No może poza jedną – nie powiedzieliśmy sobie, jak wielkim uczuciem się wzajemnie obdarzaliśmy. Po kilku latach Cristian nie wytrzymał i w końcu to z siebie wykrztusił. Bał się, że może mnie w ten sposób bezpowrotnie stracić, ale zupełnie niepotrzebnie. Może to zabrzmieć głupio, bo przecież byłam w międzyczasie związana z Karolem i z Błażejem, ale tak naprawdę kochałam tylko Tello. Nie wierzyłam, że on mógł też coś do mnie czuć, więc usiłowałam zdusić to uczucie w zarodku. Na całe szczęście mi się to nie udało. Dlaczego na szczęście? To proste – ponieważ teraz miałam najwspanialszego na świecie faceta! Przy nim całe zło świata przestawało dla mnie istnieć. Byliśmy tylko my. Ja, on i nasza miłość.
- Co tak myślisz, Kochanie? – zamruczał mi do ucha i wtedy właśnie się zorientowałam, że film, który oglądaliśmy w telewizji dobiegł końca. Cholera, nie pamiętałam nawet tytułu! Jak to możliwe?
- A nic. – pogłaskałam go po udzie – Tak sobie wyobrażałam, jakby wyglądał dzisiaj świat, gdyby Piqué został projektantem zamiast piłkarzem. – zaśmialiśmy się oboje – I jakie mam szczęście – podniosłam głowę z jego klatki piersiowej i złączyłam nasze usta.
- Nie, Kochanie, to ja mam szczęście, że tu ze mną jesteś. – przytulił mnie mocno i teraz razem leżeliśmy na jego kanapie w salonie – Wiesz, - zaczął niepewnie – tak sobie pomyślałem, że zbliżają się święta i może… spędzilibyśmy je we dwójkę? – spytał z nadzieją – Pojechalibyśmy tylko spotkać się z małą i przy okazji byś ją poznała. A potem byłbym tylko do twojej dyspozycji – cmoknął mnie w szyję.
- Cris, szkoda tylko, że mówisz to dopiero teraz.
- Bo dopiero przed chwilą przyszło mi to do głowy. – uśmiechnął się, ale po chwili posmutniał – Masz już jakieś plany, tak?
- Tak jakby. – skrzywiłam się – Od połowy lipca nie widziałam się z rodziną i obiecałam im, że przyjadę na święta – obróciłam się w jego stronę i pogładziłam wierzchem dłoni policzek, na którym gościł jednodniowy zarost.
- Cóż, mam spóźniony refleks i będę musiał za to odpokutować – wtulił się we mnie jeszcze mocniej.
- Ale, chwila. Mam pewien pomysł – powiedziałam już nieco żywszym głosem.
- Jaki? – mruknął.
- Moglibyśmy pojechać do Carloty zanim wyjadę. Lot mam w wigilię, więc myślę, że powinniśmy się wyrobić.
- Skoro masz lot dopiero dwudziestego czwartego, a ja mam ostatni mecz dziewiętnastego i ty tego samego dnia kończysz zajęcia przed przerwą świąteczną, to już dwudziestego pojechalibyśmy do Madrytu, a prosto stamtąd do Sabadell – wyszczerzył się.
- Do Sabadell? A po co? – zdziwiłam się, bo wiedziałam, że mój ukochany pochodził z tego miasta, ale nie miałam pojęcia, co mu chodziło po głowie.
- Pojedziemy do moich rodziców. Zrobimy sobie takie rodzinne święta przed świętami – wytłumaczył.
- Do… twoich… rodziców? – jąkałam się.
- Tak. Chciałbym, żebyś ich poznała. No i mam cię im w końcu zamiar oficjalnie przedstawić. – pocałował mnie w czoło, a potem spojrzał na mnie i delikatnie dodał – Nie podoba ci się mój plan…
- Cris, to nie tak, że on mi się nie podoba, tylko zabrakło w nim pewnego ważnego punktu.
- Jakiego?
- Tego, co będzie dwudziestego czwartego. – zaśmiałam się, a widząc skonsternowaną minę mojego partnera, rzuciłam – W wigilię, po śniadaniu pojedziemy na El Prat, przejdziemy odprawę i polecimy do Wrocławia, skąd odbierze nas Larysa – cmoknęłam go rozbawiona w nos. Wyglądał, jakby nadal analizował powoli każdą część mojej wypowiedzi. I chyba go olśniło.
- My? – pokiwałam twierdząco głową – Naprawdę chcesz, żebym pojechał z tobą do Polski? I chcesz, żebym…
- Tak, wariacie. Chcę, żeby moi rodzice i cała rodzina poznali faceta, który skradł moje serce już ładnych kilka lat temu.
            Zaczęliśmy się namiętnie całować. Katalończyk obsypywał każdy skrawek mego ciała pocałunkami. Zostawiał mokre ślady na szyi, dekolcie, brzuchu. Wziął mnie na ręce i, nie zaprzestając żadnej z wcześniejszych czynności, zaniósł mnie i położył na wygodnym, dużym łóżku. Ściągnęłam mu koszulkę i masowałam jego idealnie wyrzeźbiony tors, kiedy chłopak nagle sobie o czymś przypomniał.
- Bilety! – wydarł się i pobiegł po laptopa, z którym zaraz wrócił do naszego „gniazdka” – Do Madrytu już zamawiam, a ty w tym czasie podaj mi numer swojego lotu do Wrocławia, to ja zadzwonię zaraz na lotnisko i spróbuję załatwić bilet koło ciebie – posłał mi cudowny uśmiech, którym się od razu zaraziłam.
            Brunet wszystko załatwiał, a ja poszłam się umyć. Próbowałam się odprężyć, ale pewne myśli nie dawały mi spokoju. A co będzie, jeśli Carlota mnie nie polubi? Na porozumienie z Loreną nawet nie liczyłam, ale przecież Carli to najważniejsza dla Tello osoba na świecie. Jeśli musiałby wybierać między nami dwoma, to oczywiste, że wybrałby własną córkę. Każdy by tak przecież postąpił, prawda?

Cóż, pozostawała mi nadzieja, że może nie zrażę do siebie dziewczynki. Zawsze miałam dobry kontakt z dziećmi. Dużo młodsza siostra Błażeja wręcz mnie uwielbiała. Ale ja miałam poznać Carlotę – córkę mojego chłopaka i nie ma tu nic do znaczenia, czy Zuzia mojego byłego mnie lubiła czy też nie. To nie siostra Cristiana tylko jego CÓRKA! Do cholery! Co ja wyprawiałam? W co ja się pakowałam? Facet z dzieckiem? To nie w moim stylu… A jednak. Dla niego byłam w stanie zmienić swoje zasady.






CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

***

No i mamy trzydziesty! ;D
Obiecałam legendę i macie - Carles Puyol.
Jest też odrobina Neya, o którą tak prosiłyście.
Pragnę uspokoić miłośniczki Juniora
i ogłosić, że mam pomysł na nowe opowiadanie
z tym właśnie Brazylijczykiem w roli głównej ;)
Na kolejny rozdział przewidziałam trochę wyznań.
Jak myślicie? Lorena i Melisa się dogadają?
I jak zareaguje Carlota?
Piszcie w komach ;)
Buziaki ;*