czwartek, 5 marca 2015

Rozdział 10

            Nad ranem cała nasza czwórka dosyć szybko się ogarnęła. Zabraliśmy walizki, złapaliśmy taksówkę i pojechaliśmy na lotnisko. Trzy godziny później byliśmy już w we Wrocławiu. Poszliśmy coś zjeść, bo mieliśmy godzinę do busa.
- I jesteśmy w domu – jęknęła Lara.
- Koniec z pięknymi widokami, meczami, morzem… - westchnęłam.
- A za kilka dni dowiemy się, czy zdałyśmy maturę – dorzuciła moja przyjaciółka.
- Taaa… Powrót w stare mury naszego liceum. Po prostu nie mogę się już doczekać.
- Nie przesadzaj. Spotkamy się ze znajomymi – puściła do mnie oczko.
- I chyba tego obawiam się najbardziej – cichutko westchnęłam, ale moja psiapsióła to zauważyła i gdy tylko chłopcy poszli zapalić, kontynuowała temat.
- Mel, co się dzieje? Boisz się spotkania z Błażejem?
- Nie, to nie jest tak, że się boję, bo nie mam czego. Ja po prostu… Och, sama już nie wiem – ukryłam twarz w dłoniach.
- Nie smutaj – pogłaskała mnie czule po ramieniu.
- To wszystko nie jest takie proste. Byliśmy ze sobą ponad półtora roku. Zresztą zawsze trzymaliśmy się razem. A teraz? Nie mam pojęcia, jak to ma dalej wyglądać.
- Brakuje ci go? – a ja w odpowiedzi jedynie pokiwałam twierdząco głową.
- Dobra, chodź już, idziemy, bo nam bus odjedzie – próbowałam się uśmiechnąć.

***

            W czwartek Larysa została u mnie na noc, żebyśmy mogły razem rano bez żadnego problemu dostać się do szkoły. Zawsze robiłyśmy tak przed rozpoczęciami i zakończeniami roku szkolnego. Uroczystość miała się rozpocząć o 9:00, więc wstałyśmy przed ósmą, zjadłyśmy pożywne śniadanko, uczesałyśmy się, ubrałyśmy i pomalowałyśmy. Szybko wsiadłyśmy do mojego auta i pojechałyśmy do szkoły. Gdy zaparkowałam, przed budynkiem stali już nasi rówieśnicy. Przywitałyśmy się z kilkoma osobami, opowiedziałyśmy o naszych wymarzonych wakacjach i takie tam. Postanowiłyśmy udać się na salę, gdzie miało się odbyć wręczenie dyplomów. Plątało tam się tylko kilku nauczycieli i grupka chłopców od nagłośnienia, a wśród nich On. Serce od razu zaczęło bić mi szybciej. Chciałam się wycofać, ale Filip do nas pomachał i pokazał, żebyśmy do nich podeszły.
- Hej, laski! – mocno nas przytulił.
- Hej, przystojniaku! – obie się z nim przywitałyśmy.
- Jak tam po wakacjach?
- A, muszę przyznać, że świetnie. I byłyśmy na dwóch meczach! – Lara piszczała na samo wspomnienie tych pięknych chwil.
- Z tego wynika, że świetnie się tam bawiłyście – powiedział Błażej, majstrując coś przy głośnikach.
- Było dokładnie tak, jak miało być – odpowiedziałam pewnie, a nasze spojrzenia się spotkały.
- Co powiecie na piwko po tym całym cyrku? W końca trzeba będzie oblać jakoś zdanie matury – zachęcał Fifi.
- A skąd jesteś taki pewien, że cała nasza czwórka zdała, co? – zapytała blondynka.
- Byłem rano w sekretariacie i spytałem o nasze wyniki. Pozytywne. No i powiedziałem temu głupkowi, ale on nie potrafi utrzymać języka za zębami – rzekł mój były chłopak, nadal patrząc mi prosto w oczy.
- W takim razie ja jestem za! – Larysa podniosła rękę, zgłaszając się na ochotnika.
- Błażej? – spytał przyjaciela.
- Na piwo zawsze jestem chętny.
- Też pójdę. Tylko będę musiała coś zrobić z autem. – zgodziłam się na ich propozycję – Zaraz zadzwonię do Grześka. Przepraszam was na chwilę.
            Wyszłam na dziedziniec i przedzwoniłam do wujka, mieszkającego w okolicy. Powiedział, żebym do niego przyjechała, zostawiła auto, a on nas zawiezie i potem odbierze. Kiedy się rozłączyłam, głęboko odetchnęłam. Odwróciłam się i zobaczyłam wpatrującego się we mnie Błażeja. Stał sobie oparty o mur, ze skrzyżowanymi na piersiach rękoma.
- Coś nie tak? – zapytałam, próbując się uśmiechnąć, ale chyba niezbyt mi to wyszło.
- Czemu?
- No tak na mnie patrzysz… - mogę się założyć, że oblałam się rumieńcem.
- Bo ładnie wyglądasz. – obdarzył mnie szerokim uśmiechem, a po chwili dodał – Zawsze lubiłem ci się przyglądać.
- Błażej…
- Wiem, wiem. Nie jesteśmy już razem. Ale możemy chyba powrócić do tego, co było jeszcze zanim zostaliśmy parą? – rzekł z nadzieją w głosie.
- Możemy spróbować.
            Kiedy tylko usłyszał moje słowa, szybko do mnie podszedł i wziął w ramiona. Przytulił mnie tak mocno jak kiedyś.
- Tęskniłem – wychrypiał w moje włosy.
- Ja też…
            Chwilę później siedziałam razem z koleżankami na apelu i dzielnie wyczekiwałyśmy aż wyczytają nasze nazwiska, dadzą teczki, podpiszemy papiery sekretarce i będziemy mogły już ostatecznie opuścić te mury. Nie była to wcale taka zła szkoła, wręcz przeciwnie. Przeżyłyśmy tu wiele zabawnych i wzruszających momentów. No ale rozumiecie – chcieliśmy już zamknąć etap nazywany „LICEUM”. Kiedy w końcu wyszłam na środek, serce waliło mi jak oszalałe. Widziałam, że Błażej nieznacznie się do mnie uśmiechnął, więc odwzajemniłam ten gest.

            Po ceremonii spotkaliśmy się w niewielkim gronie na piwku. Nasze wyniki naprawdę należało opić – były bardzo dobre. Nauczyciele musieli być nas dumni. Poszliśmy na działkę rodziców Filipa i zrobiliśmy tam sobie grilla. Pogadaliśmy, nacieszyliśmy się sobą. Byliśmy w pełni świadomi, że długo możemy się nie zobaczyć.









CZYTASZ=KOMENTUJESZ

***

No i mamy już 10. rozdział!! :D
Cieszę się, że jesteście tu ze mną.
Jestem wdzięczna za wszystkie wejścia i komentarze
oraz proszę o Waszą dalszą aktywność, bo bez tego pisanie nie ma sensu.
Dajecie mi motywację i tzw. kopa w tyłek, żebym się wzięła do roboty. ;)
Wiem, że rozdział znowu jest krótki, ale uprzedzałam, że tak będzie.
Ogólnie jak na razie coś tam piszę,
ale przede wszystkim skupiam się na czytaniu ostatniej części pewnej serii..
Ale nie będę Was zanudzać. :)
Piszcie, co sądzicie i błagam,
nie zabijajcie mnie za wyjazd Mel.
Część z Was podejrzewała, że właśnie tak zrobię.
I cóż... miałyście rację! :p
A... Osiągnęliśmy już coś koło 20% tego opowiadania.
I od razu po nim ruszę z kolejnym blogiem - ale to tak na marginesie.
Do następnego ;*

niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 9

            Noc minęła mi dosyć niespokojnie. Śnił mi się Błażej – mój były chłopak. Musiałam przyznać, że za nim tęskniłam. Zerwaliśmy stosunkowo niedawno, bo kilka dni przed moim wyjazdem, ale nie układało się już od paru miesięcy. Przygotowania do matury, natłok zadań spowodował, że nie mieliśmy dla siebie czasu. Do tego dochodziły jeszcze jego treningi. Odzwyczailiśmy się od siebie jako od bycia parą. Nieważne. Nie miałam ochoty się nad sobą użalać.
            Po śniadaniu zaczęłyśmy się pakować. Zostawiłyśmy sobie tylko ciuchy na jutrzejszą podróż i wieczorny mecz. Popołudniu po raz ostatni przeszliśmy się do Park Güell. To piękne miejsce na zawsze pozostanie w mojej pamięci… i na zdjęciach z Insta Larysy. Serio, ona była chyba uzależniona!
Spacer po plaży, ostatnia kąpiel w morzu. Tak nam minął cały dzień. Wielkimi krokami zbliżało się piłkarskie wydarzenie i nasz wylot. Kiedy pojawiliśmy się w hotelu, recepcjonistka wręczyła mi kopertę. Uśmiechnęłam się i podążyłam do „101”. Dopiero tam ją otworzyłam. Cristian przysłał nam bilety. Jak zobaczyłam numery miejsc, o mało nie zemdlałam. Mieliśmy siedzieć tuż za barierką, przy samym boisku! Cieszyłyśmy się jak głupie.
            Godzinę później staliśmy już przed wejściem na stadion. Podałam ochronie wejściówki i udaliśmy się we wskazane miejsce. Niedługo po tym mecz się zaczął. Emocje były niesamowite. Przed zejściem w połowie meczu, Cris do nas pomachał. Tak – wyszedł dzisiaj w pierwszym składzie i radził sobie tak dobrze, że byłam pewna, iż Enrique go nie ściągnie z boiska. I miałam rację. Mój przyjaciel zagrał całe spotkanie. I zdobył 2 bramki. Miał też na koncie 2 asysty. W końcu wygraliśmy 6:0. Zaraz po zejściu piłkarzy, dostałam SMS’ a. Tello napisał, że ochroniarz wyprowadzi nas innym wyjściem, żeby moi towarzysze nie musieli długo czekać. A on sam będzie tam na mnie czekał. Czułam dziwne poruszenie, czytając tą wiadomość.
            Chwilę później, nie wiadomo skąd, wyrósł przed nami „goryl”. Moi kumple byli lekko zdezorientowani, myśleli, że coś zbroili, ale szybko im wytłumaczyłam, o co chodzi. Trzeba było przyznać, że udali się za mięśniakiem z nieukrywaną radością i ulgą. W końcu nie trzeba było stać długo w kolejce do wyjścia.
Gdy oni wychodzili, nagle usłyszałam głośne kroki. Obróciłam się i zauważyłam mojego Katalończyka. Chwila… Przecież to nie jest „mój” Katalończyk. Dziewczyno, co się z tobą dzieje?! Brunet posłał mi szeroki uśmiech. Niewiele myśląc, podbiegłam i wskoczyłam na niego, oplatając moje nogi wokół jego pasa.
- A czym sobie zasłużyłem na tak miłe powitanie? – uściskał mnie mocno, uniemożliwiając mi tym samym ruch. Jednak w końcu udało mi się z powrotem znaleźć na podłodze.
- Świetną grą, bramkami, tym, że jesteś, tym, że ja jutro wyjeżdżam… Mam wyliczać dalej?
- Nie musisz. – uśmiechnął się – Naprawdę podobałem ci się dzisiaj? No wiesz, na boisku… - zarumienił się.
- Tak. Uważam, że jesteś świetnym piłkarzem – posłałam mu najpiękniejszy uśmiech, na jaki tylko byłam w stanie się zdobyć.
- Przejdziemy się? – zapytał, po czym chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę wyjścia.
            Kilka minut później znajdowaliśmy się już na plaży. Siedliśmy na jednej ze skał i oglądaliśmy zmierzające ku morzu słońce. Milczeliśmy, aż w końcu Cristian przerwał tę ciszę.
- Melisa, a ty w ogóle chcesz wracać do Polski? – patrzył przed siebie.
- Wiesz, to jest bardziej skomplikowane niż sądzisz – wycedziłam w końcu.
- Czemu? Skoro chcesz zostać, to ja ci pomogę. Poszukalibyśmy jakiegoś lokum… - rozkręcał się, ale mu przerwałam.
- Cristian, zakochałam się w tym mieście, ale w Polsce mam rodzinę, przyjaciół, dom. A wkrótce zaczynam studia. No chyba, że mnie nie przyjmą – zaśmiałam się.
- Nie rób mi nadziei. Na pewno cię przyjmą. – powiedział ze smutkiem i mnie mocno przytulił – Szkoda, że musisz wracać.
- Będzie mi cię brakowało.
- Mi ciebie bardziej. Ty masz Larę i tych dwóch.
- A ty masz chłopaków i Carlotę.

- Ale to nie to samo. Jesteś dla mnie ważna, wiesz? – spojrzał na mnie tymi cudnymi, czekoladowymi oczami, a ja pomyślałam, że mogłabym już tu zostać na zawsze, byleby on był ze mną…









CZYTASZ=KOMENTUJESZ

***

Witam moich kochanych czytelników! :D
Eh, wiem, że mogliście spodziewać się
dłuższego i ciekawszego rozdziału, za co serdecznie przepraszam... :/
Jednak jest on poniekąd zakończeniem
pewnego etapu tego opowiadania.
Akcja nieco zmieni swój bieg
i może ktoś będzie zaskoczony wypadkami,
ale proszę, nie miejcie mi za złe tego, co zrobię. ;)
Jednocześnie myślę, że kilka kolejnych wpisów
będzie podobnej długości co ten,
lecz później powinniśmy się rozkręcić, hehe. :p
Bardzo proszę WSZYSTKICH, którzy to kiedykolwiek czytali,
żeby zostawili po sobie ślad w postaci komentarza.
Wtedy wiem, że jest dla kogo pisać i nie popełniłam błędu,
zakładając tego bloga.
Czekam na Wasze opinie. ;*
Buźka i do następnego <3

PS Macie takie ociupinkę romantyczne zakończenie rozdziału. ;*